Topos OrfeuszWojciech Kass w rozmowie z Eugeniuszem Sobolem:

„Orfeusz” ma wypełniać, o czym piszemy w idei nagrody, dotkliwą lukę w pejzażu krajowych instytucji literackich. Przyznawany będzie tylko za poezję, za wybitne osiągnięcia współczesnej liryki polskiej – oryginalne, autentyczne, bezkompromisowe pod względem artystycznym. Zresztą nazwa i patron nagrody zakreślają obszar zjawisk poetyckich, które "Orfeusz" chce promować i rozwijać. Proszę zwrócić uwagę, że mówię o liryce. Odnoszę bowiem wrażenie, że dykcja liryczna nie jest znów czymś tak częstym w poetyckiej współczesności…

"SZTUKĄ JEST ŻYĆ W ZŁYM ŚWIECIE I ŚPIEWAĆ" Z WOJCIECHEM KASSEM O NAGRODZIE IM. K.I. GAŁCZYŃSKIEGO "ORFEUSZ" ROZMAWIA EUGENIUSZ SOBOL

Eugeniusz Sobol: Wystąpił Pan z inicjatywą powołania nowej nagrody poetyckiej, Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz". W Polsce nie można narzekać na brak nagród, być może jest ich nawet za dużo. Czym "Orfeusz" będzie różnić się od innych nagród?

Wojciech Kass: Mam odmienne zdanie niż Pan, nie uważam, że w kraju, w którym mieszka ponad 40 milionów obywateli, nagród poetyckich jest za dużo, zwłaszcza zaś nagród liczących się. Ba, zaczyna ubywać miejsc, gdzie prezentuje się poezję. "Orfeusz" ma wypełniać, o czym piszemy w idei nagrody, dotkliwą lukę w pejzażu krajowych instytucji literackich. Przyznawany będzie tylko za poezję, za wybitne osiągnięcia współczesnej liryki polskiej – oryginalne, autentyczne, bezkompromisowe pod względem artystycznym. Zresztą nazwa i patron nagrody zakreślają obszar zjawisk poetyckich, które "Orfeusz" chce promować i rozwijać. Proszę zwrócić uwagę, że mówię o liryce. Odnoszę bowiem wrażenie, że dykcja liryczna nie jest znów czymś tak częstym w poetyckiej współczesności, z kolei często, zbyt często, jest pomijana w rozdaniach tych rozmaitych nagród, które może i Pan miał na myśli, mówiąc, że jest ich za dużo.

- Nagroda ma dwóch patronów: Gałczyńskiego i Orfeusza. Pierwszy z nich był postacią historyczną, drugi – mityczną. Ale niekiedy mity mogą być "silniejsze" od rzeczywistości. Czy nie obawia się Pan, iż czasami, zwłaszcza w pośpiechu zdominowanej przez media codziennej krzątaniny, nazwa nagrody raz będzie funkcjonować jako nagroda Gałczyńskiego, to znowu jako nagroda "Orfeusza"?

- Słuszna uwaga. Patron jest w pewnym sensie podwójny. Wyobrażam sobie taki tytuł prasowy – "Orfeusze przyznane". Brzmi świetnie, ale Gałczyński w tym niknie. Sam zadaję sobie pytanie, z jakich elementów mojego myślenia zbudowana jest nazwa nagrody. Po pierwsze – co jak co, ale firma poetycka Gałczyński powinna mieć nagrodę. Z dwóch powodów – szerokiej natury talentu tego poety i potencjału jego poezji, któremu daleko jeszcze do wyczerpania. Po drugie – gdyby zapytać, który z polskich poetów XX w. najbardziej przylega do poetyckiej idei boskiego śpiewaka, odpowiedź musi brzmieć – Gałczyński. Czy pan wie, że on w obozie w Altengrabow nosił się z zamiarem napisania sztuki o Orfeuszu? W notatkach pozostawił rozmyślania o nim i konspekt sztuki. Tam właśnie pada zdanie "Sztuką jest żyć w złym świecie i śpiewać". Po trzecie – Orfeusz to nazwa zwięzła, dobrze się kojarząca, nieźle chyba na samym starcie lokująca się w towarzystwie takich marek jak Oskar, Nobel, Nike (sic!). Poprzez Pranie, w którym będzie odbywać się gala i imprezy towarzyszące, poprzez stronę internetową, która ruszyła w lutym br., nazwa nagrody zawsze będzie kojarzyła się z Gałczyńskim.

- Skład jury Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz" robi duże wrażenie. Tomasz Burek – krytyk literacki, historyk literatury, Urszula Kozioł – poetka, prozaiczka, redaktorka działu literackiego "Odry", Krzysztof Kuczkowski – poeta, redaktor naczelny "Toposu", Ewa Lipska – poetka, Jan Stolarczyk – redaktor, wydawca, współtwórca Wydawnictwa Dolnośląskiego, nieoficjalnie sekretarz Tadeusza Różewicza. Czy można wiedzieć, jakimi kryteriami kierował się Pan, zapraszając te osoby do współpracy?

- Przywiązany jestem do modelu kultury, w którym są autorytety i hierarchie, w którym mistrzowie przekazują doświadczenie czeladnikom. W pewnej mierze osoby, które zaprosiłem, są dla mnie autorytetami, ale też osobami mającymi ogromne doświadczenie słowa, a to jak wiadomo jest najważniejszym budulcem poezji. Niekiedy ważniejsze jest, kto przyznaje nagrodę, niż ona sama. Podobnie jest z pisaniem o tomikach wierszy. Mniej istotne od tego, ile o nich napisano, jest to, kto o nich napisał.

- Czytelnicy "Toposu", wśród których jest dużo osób piszących poezję, na pewno byliby zainteresowani wzięciem udziału w konkursie. Kiedy możemy spodziewać się oficjalnego ogłoszenia regulaminu Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz", w jakich kategoriach będą przyznawane nagrody i wyróżnienia, kiedy odbędzie się jego pierwsza edycja?

- W lutym została otwarta strona internetowa nagrody, autorstwa Marcina Ekerta, grafika "Toposu". Z tej strony wyczytamy wszystko, co na tym etapie wyczytać należy. Każdy wydawca poezji, do którego dotrę, dostanie zaproszenie od organizatora nagrody. W pierwszej jej edycji brane będą pod uwagę tomiki wydane w 2011 r., które należy nadsyłać na adres Leśniczówki Pranie do końca tego roku. Regulamin przewiduje trzy etapy nagrody – wybór dwudziestu tomów nominowanych, wybór pięciu książek-finalistek i wreszcie – "Orfeusz". Nagroda przyznawana będzie w dwóch kategoriach: "Orfeusz" za najlepszy tom roku w Polsce i "Orfeusz Mazurski" za najlepszy tom poety z Warmii, Mazur i Suwalszczyzny, gdyż w tym regionie Pranie jest położone. Nagrody ufundował Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W pierwszej kategorii wynosi ona 20 000 zł plus statuetka autorstwa Rafała Strumiłły, w kategorii drugiej 5000 zł plus statuetka. Gala przyznania nagród – lipiec 2012.

- W interpretacji mitu Orfeusza, do którego Pan odwołuje się, kreśląc założenia programowe Nagrody, nacisk zazwyczaj kładzie się na połączenie poezji i muzyki. W przywołanych przez Pana notatkach Gałczyńskiego z okresu jego pobytu w obozie jenieckim znajdziemy takie oto słowa: "Przecież kwitnął zdaje się tajny, osobliwszy kult Orfeusza, tego z obleczonej w ciało idei, że pieśń zwycięża wszystko, carmen omnia vincit divinum. […] Albowiem boski śpiewak klucz znalazł do świata. Przecież świat jest w gruncie pieśnią". Rzeczywiście, patrząc na współczesną polską poezję, widzimy, że za mało jest w niej muzyczności i wyczucia brzmienia frazy poetyckiej. Dziś poeci idą w kierunku filozofii paradoksu, autobiograficzności, starają się szokować czytelnika przekraczaniem rozmaitych granic. Czy przy przyznawaniu Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz" preferowane będą przede wszystkim wiersze "muzyczne"?

- Współczesność poetycka zagubiła ton liryczny. Mamy dużo poetów, mało liryków. Orfeusz jest patronem każdego poety, który chce słowem cokolwiek poruszyć, przesunąć. Poszerzanie i upojemnianie semantycznego terytorium także jest rodzajem zmiany czy poruszenia. Może nie w sensie fizycznym, ale na poziomie bardziej utajonych rejestrów rzeczywistości. Gdybym podzielał powszechne przekonanie, w tym również poetów, że słowo poetyckie niewiele sprawia, a poezja na nic nie ma wpływu, w ogóle byśmy nie rozmawiali o tej nagrodzie. Ma ona być przyznawana za to, co w poezji najlepsze, za jej cnoty i szaleństwo, za to, że jest ku przeszłości ale i przyszłości, za to, że sama nie wie, czym jest, za to, że ryzykuje, że wytycza nowe horyzonty, że jest wizyjną i na wskroś konkretną, etc, etc. Za muzyczność i potencjał filozoficzny też, za autobiografizm i przekraczanie tabu również. To są – Pan i ja zdajemy sobie z tego sprawę – etykiety. Chciałbym, żeby nagradzane były takie tomiki i wiersze, które będą wędrowały przez ludzi teraz i w przyszłości, gdyż sam akt twórczy powołujący je do istnienia jest na tyle integralny, że – niczym wiązki energii wyrzucone w przestrzeń – zachowują potencjał zdolny rozświetlić nasz byt.

- Ma Pan rację. W cytowanym przez nas notatniku Gałczyńskiego możemy przeczytać: "Orfeusz przestał grać, a złe lwy ciągle jeszcze są łagodne jak jagnięta". Sądzę, że dla autora Zaczarowanej dorożki była ważna funkcja dydaktyczno-estetyczna poezji. Poprzez estetykę słowa powinna uczyć ludzi mądrości, dobra i prawdy. Nieprzypadkowo, właśnie w 1941 r., gdy los ludzkości wisiał na włosku, zwrócił się w swojej twórczości ku postaci Orfeusza. Siedemdziesiąt lat później poeta Wojciech Kass wyszedł z inicjatywą powołania Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz". Ktoś powiedział, że wybuch każdej wojny poprzedza niespotykany wzrost nienawiści wśród ludzi. Potem, gdy osiągnie apogeum, chwytają za karabiny i idą zabijać wroga. Wojna "polsko-polska" trwa już od dobrych paru lat. Ta wojna toczy się w mediach, w internecie ścierają się między sobą rzesze blogerów. Póki co jest to wojna bezkrwawa, ale polskie społeczeństwo podzielone jest niesłychanie głęboko. Czy Pan naprawdę wierzy, że poezja jest w stanie to zmienić?

- Rozpada się obraz świata, rozpada się na atomy. Siła sztuki, każdej sztuki, niczego już nie łączy, nie scala. Kiedyś poezja opiewała Bohaterów, ale Bohaterów już nie ma, zeszli ze sceny historycznej, a ich miejsce zajęli Aktorzy. Świat zmieniają media i nowe technologie. Zna Pan słowa Audena o tym, że współczesny poeta czuje się wśród naukowców jak ubogi wikary w salonie książątek? Doprawdy, co jeszcze możemy? Mądry Maraí przychodzi mi z odsieczą. Powiada: "Istnieje jedyne prawdziwe szlachectwo: jakość podjętej pracy. Kobiety szlachetnieją w miłości, mężczyźni w podjętym rzemiośle". Uzna Pan, że wywinąłem się z konkretnej odpowiedzi? Ale obecnie znów dużo szumu wokół tragedii smoleńskiej, a raczej jej obrazu, który nakreślili Rosjanie. Mnie już głowa boli od tej kumulacji cynizmu, łajdactwa, nienawiści i ogólnego partactwa. Zawiedli wszyscy, a jak nie wszyscy, to ogromna większość. Ogromna większość aktorów tej sceny, która wytworzyła się po katastrofie.

- Sobie zarezerwował Pan skromną funkcję sekretarza nagrody, ale moim zdaniem w jej założeniach programowych bardzo mocno zaznaczył się wpływ Pańskiej osobowości jako poety. W najnowszym tomie poezji Wojciecha Kassa 41 tytuł każdego wiersza zawiera w sobie nazwę "pieśń". W Pana twórczości dostrzegam ewolucję w kierunku czystej liryki i umuzykalnienia wiersza. Czy poprzez powołanie nagrody zamierza Pan promować właśnie te wartości, które są Panu szczególnie bliskie?

- Sekretarz, czyli ten, który ma zadbać o dogodne warunki pracy jurorów. Nie będę miał prawa głosu. Będę pełnił funkcje raczej służebne. Pytając o moje pieśni, porusza Pan wątek osobisty. Przesuńmy ten akcent na inne pieśni, na te, które powstały w Praniu w 1953 r., tuż przed śmiercią ich autora. Miłosz zaraz po drugiej wojnie światowej pyta: cóż to za poezja, która nie ocala narodów ani ludzi? W swoich pieśniach Gałczyński pragnie ocalić dosłownie niewiele, świat jednostkowy, rzeczy pojedyncze, gesty, fragmenty, Natalię. Mówi się, że w nich osiągnął szczyty liryczności i tej naturalnej czułej prostoty, którą przygarnia się to, co najdroższe w świecie.

- Nie mogę się powstrzymać, aby nie zacytować: "W nocy tu tyle nuceń/ i śpiewań, aż do rana./ Księżyc w srebrnej peruce/ gra jak Bach na organach/ i płynie koncert wielki/ przez dęby i przez świerki –/ to leśniczówka Pranie/ nocne koncertowanie." (K.I. Gałczyński, W leśniczówce). To miejsce dla Gałczyńskiego było pełne muzyki. Kontynuuje Pan tę tradycję, organizując w Praniu koncerty i recitale. Czy ma Pan już pomysł na to, jak będzie wyglądać gala wręczenia nagrody?

- Wiem i nie wiem. Chciałbym, żeby obok gali odbyło się kilka imprez towarzyszących polegających na wychodzeniu z poezją w przestrzeń publiczną, np. akcja "Na całych jeziorach wiersz". Fraza nawiązuje do tytułu popularnej piosenki Osieckiej Na całych jeziorach ty. Chodzi o to, żeby podczas rejsów statków żeglugi po mazurskich jeziorach z głośników dobywały się wiersze nominowanych autorów. Są i inne pomysły.

- Jest Pan dyrektorem Muzeum K.I. Gałczyńskiego w Praniu, które jest prężną i dynamicznie rozwijającą się instytucją kultury. Na pewno kosztowało to dużo wysiłku. Nie obawia się Pan, że wykonując pracę sekretarza Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego, a wiemy, że oznacza to przewertowanie setek tomików nie zawsze najlepszej jakości, aby wybrać właśnie tych kilka najlepszych, zaniedba Pan własną poezję?

- Celne rozpoznanie. Boję się. Boję się również nawału pracy, nie wiem, czy ona mnie przypadkiem nie przerośnie. Jest taki wierszyk Marii Konopnickiej dla dzieci pt. Pranie. Nie to Gałczyńskie Pranie, tylko to naturalne, w balii z mydlinami. Dziecko w nim mówi, że nie ma jedenastu lecz dwie małe rączki, za to do prania doskonałe. Myślę, że do roboty nad tą nagrodą przydałoby mi się właśnie tych jedenaście.

- Po zakończeniu naszej rozmowy wyrusza Pan w podróż. W ciągu dziesięciu dni (21–30 stycznia 2011 r.) odwiedzi rodzinny Sopot, którego mieszkańcy chyba są najwierniejszymi wielbicielami Pańskiej poezji, a także Bydgoszcz i Koronowo, gdzie weźmie Pan udział w wieczorach autorskich. Czy mogę się zapytać o plany na przyszłość? Jakie wiersze Pan dziś pisze, kiedy możemy się spodziewać następnej książki?

- Powiem szczerze, po 41, tomiku, który powstawał od połowy lutego do pierwszych dni marca tamtego roku, napisałem jedynie dwa wiersze. Te pieśni mnie przeorały i nie mam pojęcia, co dalej. Za to wciąż trzymam się toposowego Notesu, żeby nie zapomnieć, jak się pisze. Jest on dla mnie "jak niewidzialny sznur", ten z wiersza Miłosza.

- Dziękuję za rozmowę. ₪

Przedruk z "Toposu" 6(115)2010.