Kazimierz BrakonieckiJuż od pierwszej linijki „Święta Epifanii”, otwierającego tom, podmiot utożsamia się z autorem i przywołuje diaboliczną historię XX wieku dokumentowaną rodzinnym dramatem wywózki i cierpienia. „Poeta pamięta” i nie tylko spisuje czyny, ale z furią je egzorcyzmuje. Nie ma oczyszczenia z grzechów w zimnym świecie, w którym nieobecny Bóg zrównany jest z oprawcami: „Zdradziłem Jezusa, Boga mojej Matki,/ jego wąsatemu ojcu Jahwe-Allahowi-Hitlerowi-Stalinowi/ odciąłem genitalia − padlina, padlina, padlina”. Takim obrazoburczym gestem podmiot odcina się od świata zła i złudzeń wiary. Jednak pozostaje bolesna pamięć i poczucie tragicznej pułapki istnienia, którą Simone Weil ujęła w słowach „życie jest niemożliwe”. Brakoniecki urodził się w grudniu − miesiącu śniegu, mrozu i narodzin Jezusa. To są okoliczności jego osobistej epifanii, powiązanej z dramatycznymi dziejami rodziny. Obrazowa metafora śniegu, kontrastująca krew życia z zimną bielą śmierci, staje się lejtmotywem poematu „Święto Epifanii”: „Śnieg straszny, nierozumny, okrutny, zawsze pierwszy”, „Śnieg, śmierć, sen, surowe mięso zawiei”. W krótkim wierszu „Czystość” pojawia się triada śniegu, krwi i miłości. Brakoniecki powściągliwie wskazuje, że bez miłości, jej drobiny ciepła, życie jest niewyobrażalne i być może niewarte podtrzymania(…)

Kazimierz Brakoniecki, Chiazma, Biblioteka Toposu, Sopot 2012

 

FINALIŚCI 2013